Jakoże zajmuję się na
co dzień kwestiami związanymi z suplementacją, witaminami, preparatami,
dietą to praktycznie bez przez przerwy spotykam z różnymi
stwierdzeniami, opiniami, artykułami, czy wręcz publikacjami n Aten
temat. Niemal równie często widzę KOMPLETNE BZDURY wypisywane tamże. Aby
było dość jasne co mam na myśli posłużę się przykładami.
Tak więc bardzo
często spotykam rozpowszechniony BŁĘDNY i oparty na niewiedzy pogląd w
rodzaju:
„Dla przeciętnego
człowieka żywienie oparte na zasadach zdrowego żywienia dostarcza
wystarczającą ilość witamin i mikroelementów”
Rozszyfrujmy więc to.
„Dla przeciętnego człowieka”.
Chodzę po tej Ziemi
od kilkudziesięciu lat i jakoś nie udało mi się spotkać „przeciętnego”
człowieka. Ciekawe kto chciałby być przeciętny ....
Widuję tylko
nieprzeciętnych, każdy jest inny, każdy ma mnóstwo cech
charakterystycznych, wiele elementów różniących go, ogrom
bioróżnorodności i parametrów powodujących wielkie różnice, nawet
pomimo różnych podobieństw zewnętrznych.
Następny element „oparte
na zasadach zdrowego żywienia”. Ogólnik nic nie wnoszący, jakoże dla
mnie zasady zdrowego żywienia są radykalne inne niż serwowane przez
wielu dietetyków, którzy właściwie są „dietetykami”, czyli ludzi, którzy
proponują ludziom jadać, margarynę, liczyć kalorie i zbijać cholesterol.
Inaczej mówić stanowiących element systemu, który ma naganiać klientów
określonym ... grupom interesów.
No i główna teza:
dostarcza wystarczającą ilość witamin i mikroelementów.
Oczywiście bardzo
rozpowszechniona z powodów, o których napisałem powyżej.
Ktoś, kto tak
twierdzi najwyraźniej jest KOMPLETNYM IGNORANTEM. Ci, którzy znają moje
artykuły, publikacji, czy kursy wiedzą, że nie jestem skłonny do
wydawania radykalnych opinii, lecz w tym wypadku używam dosadnych słów,
gdyż dotyczy to bezpośrednio kwestii ludzkiego zdrowia i życia. Tu mamy
do czynienia z odpowiedzialnością za funkcjonowanie ludzkiego organizmu,
lub kompletnym brakiem odpowiedzialności. Z wolnością (pisania) powinna,
w moim mniemaniu, iść odpowiedzialność za potencjalne skutki jakie może
wywołać zastosowanie tego co się przekazuje do publicznej wiadomości.
Praktyka natomiast jest ... jaka jest.
Merytorycznie do tej
kwestii:
Poświęciłem kilka
podrozdziałów w mojej książce Witaminy Minerały Suplementy, lecz
wypunktujmy dlaczego w dzisiejszej rzeczywistości jedzenie absolutnie
NIE zapewnia wystarczającej ilości witamin i składników mineralnych i niezbędna
jest suplementacja dla zdrowego funkcjonowania organizmu.
Nasz organizm potrzebuje dziennie 90
składników , których powinno dostarczać pożywienie tj. 60 minerałów , 16
witamin, 12 podstawowych aminokwasów i 3 podstawowe tłuszcze. Skąd
ma je brać skoro:
Owoce i warzywa
zawierają znacznie mniej witamin niż kilkadziesiąt lat wcześniej.
Dochody żadnego rolnika, plantatora, farmera, czy sprzedawcy w żaden
sposób nie zależą od zawartości składników odżywczych w owocach i
warzywach, dlatego ich działania są ukierunkowane wyłącznie na ilość
sprzedanych produktów
Ziemie są
wyjałowione i rośliny nie mają wystarczająco dużo składników
by syntetyzować odpowiednie substancje.
Ma miejsce długotrwały transport i
przechowywanie
Produkty sa mocno myte i długo gotowane
Żywność zawiera mnóstwo konserwantów, barwników, emugatorów, wypełniaczy, etc.
Korzysta się z fast food, szybkie,
śmieciowe jedzenie
Spożywane są duże, a wręcz ogromne
ilości cukru
Wystepują zaburzenia wchłaniania w
przewodzie pokarmowym
Nadmierne stresy
Używane są środki antykoncepcyjne i
hormonalne
Korzysta sie z chlorowanej
wody
Indywidualności
biochemiczne - różni ludzie mają różne potrzeby
Pogłebi się zanieczyszczenie
środowiska i żywności
Mięso zwierząt hodowlanych
przesycone jest hormonami i antybiotykami
Przetwarzanie.
Plaga - większość jedzenia jest przetworzone, w wyniku czego większość
substancji odżywczych znika, lub jest przekształcana w formy
nieodpowiednie do odżywiania.
Każdy z wymienionych punktów należałoby
jeszcze rozwinąć i dodać podpunkty, lecz wystarczy z tych zdać sobie
sprawę by zrozumieć, że
pożywienie 50, czy 100 lat temu i dzisiaj to
dwie różne rzeczy.
Przykład: w latach pięćdziesiątych ubiegłego stulecia
średnia ilość spożywanego cukru na osobę wynosiła 5-7 kg rocznie (patrz
Rocznik Statystyczny). Dzisiaj jest to ok. 70 kg. Czy przez ten czas
nasze trzustki, produkujące insulinę dla utrzymywania poziomu glukozy
(powstałej z cukrów) są dziesięciokrotnie większe? Czy wiesz ile witamin
z grupy B, czy cynku potrzeba do metabolizowania takich ilości cukru?
Skąd niby mają się wziąć się te składniki odżywcze? Z frytek, chipsów,
pasteryzowanego mleka, sałaty pędzonej w szklarniach, pomidorów
zmodyfikowanych genetycznie, czy marchewki szybko rosnącej po
podkarmieniu jej nawozami azotowymi?
Kolejny „kwiatek”:
„Suplementacja
preparatami witaminowymi wskazana jest tylko w określonych przypadkach,
np. stwierdzonych stanach niedoborowych
Jestem niezmiernie
ciekawy w jaki sposób osoby stawiające takie teksty są w stanie
stwierdzić te stany niedoborowe.
Czy ty może w jakiś
sposób stwierdzasz u siebie „owe stany”?
Czy znasz kogoś kto
chodzi gdzieś i je stwierdza?
Kto robi takie
badania i kiedy?
Owszem, niektóre
objawy mogą świadczyć o określonych problemach, lecz tylko mogą, a
przede wszystkim potrzebna jest do tego stosowna wiedza i doświadczenie.
Zbyt często jest to na zasadzie „uczył Marcin Marcina ...”
Najlepszą znaną mi
metodą określenia potrzeb organizmu jest
analiza
pierwiastkowa włosów. Po wykonaniu ponad 200.000 badań okazało
się, ze był 1 (słownie: jeden) człowiek, który nie wymagał suplementacji.
Warto natomiast nadmienić, że był to człowiek posiadający bardzo dużą
wiedzę i funkcjonowaniu organizmu, o dietetyce i był ... bogaty.
Jeśli więc
przeniesiemy te liczby na populację 38 milionów Polaków to okazuje się
że w kraju nad Wisłą jest ... 190 (sto dziewięćdziesiąt) osób, które nie
wymagają suplementacji (wariant optymistyczny).
Czy ty jesteś jedną z
nich?
BTW. Ilość ludzi,
która wykonuje APW wprawdzie rośnie, lecz jest jednak kroplą w morzu
potrzeb.
Dalej co potrafią
twierdzić „fachowcy”:
(suplementacja
jest wskazana w przypadkach) lub wzmożonego
zapotrzebowania na witaminy,
Jest w tym nieco
prawdy, bo w takich przypadkach faktycznie jest może nawet nie tylko
wskazana, lecz wręcz konieczna jełki chcemy te przypadki przejść w
sposób możliwie bez dodatkowych skutków i nieuciążliwie. Bardziej
precyzyjne sformułowanie brzmiałoby „a szczególnie w okresach wzmożonego
zapotrzebowania na witaminy.
a także z
zalecenia lekarza”
To zaś jest bardzo
prawdziwe. Rzeczywistość jest bowiem tak, że jeśli lekarz zaleca
witaminy, to po pierwsze dobrze świadczy o lekarzu, ale nade
wszystko to faktycznie już musi się coś istotnie niepokojącego dziać z
organizmem skoro te witaminy są polecane.
Jest to jednak temat
rzeka i wręcz całą publikację można by na ten temat napisać. Wprawdzie
znam wspaniałych lekarzy, którzy dążąc do zniwelowania przyczyn
problemów (zdrowotnych) niemal zawszse4 zalecają stosowne preparaty,
lecz niestety takich jest mało. Dużo za mało. Zwykle powodów oczywistych
przyjmują prywatnie, bo temat tzw. „Służby Zdrowia (czytaj: zarabianie
na chorobach) wykracza poza intencje tego artykułu.
Podstawowy problem
z zalecaniem witamin i suplementów przez lekarzy polega na tym, że oni,
w olbrzymiej większości przypadków, absolutnie nie znają preparatów
dostępnych na rynku, nie rozumieją różnic w działaniu pomiędzy
preparatami naturalnymi i syntetycznymi i najczęściej niestety
rekomendują produkty, które są reklamowane i promowane mu przez repów
(reprezentantów handlowych firm produkujących preparaty). Inaczej mówić
zapisują preparaty, nazwijmy to ... klasy popularniej. W kwestiach
jakościowych zwykle nie ma niższej klasy niż popularna ...
Kolejny mit: „proponuję
zasięgnąć porady u magistra farmacji, gdyż właśnie u niego można uzyskać
dokładną specyfikę preparatów”
Trudno jednoznacznie stwierdzić co
należałoby rozumieć przez ową specyfikę. Zapewne podanie składu jest
elementem istotnym, lecz w dobie Internetu zwykle nie musimy do tego
fatygować farmaceutów, a inne specyfikacje suplementów diety zwykle nie
są już domeną osób pracujących w aptekach.
Z całym szacunkiem dla pracy, wiedzy i
umiejętności magistrów farmacji, lecz oni znają się na chemii,
farmaceutykach, związkach chemicznych, etc. lecz nie na jakości
(naturalnych) suplementów diety, ich wpływie na fizjologię organizmu,
skutkach przez nie wywoływanych, korelacjach, synergizmie, antagoniźmie
tychże, czy też interakcjach z innymi preparatami. Chlubne wyjątki tylko
potwierdzają regułę.
Z czego wynika „rada” by zasięgać opinii
farmaceutów? Z tego, że polecający ma wiedzę głównie w zakresie
preparatów syntetycznych, czyli nie ma wiedzy w zakresie dobrych
suplementów.
Fakty są takie, że dzisiaj wielu
sprzedawców suplementów diety ma większą i bardziej komplementarna
wiedzę w zakresie suplementacji w celu utrzymania, poprawy zdrowia, niż
wielu lekarzy, farmaceutów, dietetyków, domorosłych autorów „rad” w
portalach internetowych, czy w kobiecych czasopismach nie wspominając
...
BTW. Warto zauważyć,
że bardzo często owe „rady”, czy artykuły (?) nie mają żadnego podpisu.
Dlaczego? Nikt nie chce się podpisać pod tego typu treściami? Jakim
zaufanie można obdarzać serwis i zawarte tam treści skoro nikt nie chce
wziąć odpowiedzialności za to co pisze?
Ja nie podpisuję
każdego swojego artykułu z osobna, gdyż wszystkie treści w serwisie
Postaw Na Zdrowie są mojego autorstwa, chyba że zaznaczono inaczej.
Kliknij poniżej Lubię to jeśli uważasz artykuł za przydatny.